Magnus
przepuścił Clary w drzwiach. Ten jej chłoptaś, Jace, Nocny Łowca, kręcił się
zaraz za progiem. Reszta, ciemnowłosa dziewczyna w skąpej sukience, Przyziemny
w okularach i ten śliczny, błękitnooki szatyn, zostali na parkiecie. Powiedział
im, że wpuści ich tylko ze względu na Niego. Nie do końca to prawda, ale… każda
okazja jest dobra do flirtu. Wiedział, że wpadł mu w oko. To było widać. Młody
był przerażony. Najwyraźniej nowy w tych stronach. Biedaczysko. Magnus obiecał
sobie, że pomoże mu później odnaleźć się w tych… miłosnych tematach. Teraz miał
na głowię te małą, rozgadaną Wiewióreczkę.
- Wiesz, co z moją mamą?- zapytała zaraz po wejściu do pokoju- I z moją pamięcią?
- Naturalnie- odpowiedział rozbawiony. Te nerwowość miała wrodzoną. Valentine był taki sam. Dokładnie. Wszystko, od razu musiał wiedzieć.
- Muszę odzyskać moją pamięć- powiedziała- Żeby znaleźć kielich i uratować mamę.
- Jocelyn Fray jest silną i bardzo inteligentną kobietą- powiedział, trzymając nastolatkę za ramiona. Zawsze to ją uspokajało, od kiedy była malutka. Mówienie prosto w jej oczy sprawiało, że zaczynała się skupiać. I to im było teraz potrzebne. Widziała w nim ostatnią nadzieję, a on nie mógł wiele zrobić.
- Twoja pamięć jest ukryta w Tobie. Jest uśpiona. Zablokowana- mówił.
- To już wiemy- skomentował Nocny Łowca, stojący w drzwiach.
- Chyba Cię prosiłem, żebyś poczekał na zewnątrz- Magnus machnął ręką, a drzwi pokoju zamknęły się z hukiem.
- Tutaj nie pomoże magia, Cisi Bracia ani nic innego- powiedział- Jocelyn przyprowadzała Cię tu, co jakiś czas, nie dlatego, ze miała takie kaprysy, ale dlatego, że moja bariera traciła moc. Przestawała działać.
Zrobił przerwę, podczas której Clary wszystko sobie ustawiała w głowie.
- Z tego, co wiem, zapora już przestaje działać- powiedział czarownik- Pozostaje ci czekać.
- Ale ja nie mam czasu- powiedziała i opadła na kanapę. Ukryła twarz w dłoniach. Mężczyzna bez wahania usiadł obok niej.
- Clarisso…- zaczął- Twoja matka wiedziała, co robi. Musisz jej zaufać.
- Ufam- powiedziała- Ale boje się o nią.
- Uwierz mi, ja również- odpowiedział. Rozejrzał się po pokoju. Obrazy, które posiadał, należały do niej. Pomagał im, jak mógł. Podając się pod innym nazwiskiem, kupował dzieła Jocelyn. Nie, ż3eby robił to z dobroci serca. Naprawdę mu się podobały. Mimo, że chciał, nie mógł oddać Clary jej wspomnień. Musiała czekać. - Idź już, dziewczyno.
Wrócił stary Magnus. Bez uczuć i współczucia.
Kiedy Nocni Łowcy wychodzili, Bane odprowadził szatyna wzrokiem. Naprawdę się mu spodobał. Ciekaw był, czy jeszcze go spotka.
Kilka godzin później, czarownik zmuszony był zakończyć imprezę- wampiry wdały się ze sobą w bójkę. Nie wiedział, dlaczego je zapraszał. Prawdopodobnie, dlatego, że przynosiły najdoskonalsze trunki wydobyte ze swoich kryjówek. Wina i rumy, które miały po średnio 500 lat.
Gdy w końcu wszyscy wyszli, sprzątnął mieszkanie zaklęciem, wysyłając wszystko do kontenera na najbliższej budowie. Potarł skronie i usiadł na zdobionym, skórzanym fotelu. Przymknął oczy i zaczął odpływać w krainę snu. Aż podskoczył, gdy poczuł ciepłą dłoń na swoim odsłoniętym ramieniu.
- Po co organizujesz te imprezy?- usłyszał znajomy głos.
- Ludzie tego potrzebują- odpowiedział, zamykając oczy- poza tym, przysparza mi to popularności.
- Jako Wielki Czarownik Brooclyn’u raczej nie masz z tym problemu- otwarł oczy i spojrzał w górę fotela. Niki stała nad nim z ciepłym, anielskim uśmiechem.
- Pęka mi głowa- zamknął ponownie oczy i przetarł twarz dłońmi.
- Zaraz coś zaradzimy- powiedziała i usiadła po turecku na puchatym dywanie. Wyciągnęła do niego ręce i powiedziała:
- Chodź do mnie.
Magnus stoczył się z fotela i położył się na dywanie, z głową na skrzyżowanych nogach dziewczyny. Zamknął oczy, a ona zaczęła rodzić wąskimi palcami po jego czaszce. Ból powoli ustępował.
- Czego chcieli ci Nocni Łowcy?- zapytała.
- Clarissa szuka swojej pamięci- odparł cicho.
- I co, znalazła?
- Nadal szuka- westchnął- ale moja bariera już przestaje działać.
- Oby jej się udało- powiedziała- Valentine rośnie w siłę, czuję to.
Magnus nie odpowiedział. Niki dużo przez tego Łowce wycierpiała. Nie była zwykłym Przyziemnym. Nie była też Podziemną. Do Nocnych Łowców także nie należała. Była kimś o wiele silniejszym od nich. Ba, była silniejsza od samego Magnusa.
- Nikoletto?- zaczął.
- Hm?
- Jak się czujesz?
Westchnęła. Doskonale wiedziała, o co pytał. Z jej niezwykłym darem wiązało się także przekleństwo. Każda róża ma kolce.
- Na razie dobrze- powiedziała- nic się nie dzieje.
- Cieszę się- odparł szczerze- ale powiedz mi, jak coś poczujesz.
- Naturalnie- odparła- nie chce tego znów przechodzić sama, jak wtedy…
- Tak…- Magnus skrzywił na wspomnienie strasznego dnia-… ledwo uszłaś z życiem.
Czarownik zamyślił się.
Nikoletta posiadała wyjątkowy dar- potrafiła leczyć myślą, tworzyć niesamowite przedmioty i nowe runy, a jej krew z każdego zwykłego człowieka mogła zrobić Nocnego Łowce- bez ryzyka śmierci. Anielskie cechy. Posiadała jeszcze jedną, a mianowicie, skrzydła. Z jej pleców wyrastały śnieżnobiałe skrzydła, pokryte wielkimi, lśniącymi piórami.
Magnus opiekował się nią od jakichś 217 lat. Była jego wierną towarzyszką, a właściwie on jej towarzyszem. Była starsza. Dużo starsza. O jakieś… trzy i pół tysiąca lat. Jednak Anielskie pochodzenie dało jej jeszcze jeden prezent- zawsze wygląda, na maksymalnie dwudziestolatkę.
Podają się za rodzeństwo, mimo że diametralnie się różnią.
On, szatyn o azjatyckiej urodzie, czarodziej, ona- blondynka o dużych, szarych oczach i do tego przynosząca na myśl elfa. Ale wierzono im. Często razem wychodzili.
Pewnie się teraz zastanawiasz, jakim cudem dziewczyna z szerokimi na dwa metry skrzydłami przechadza się po ulicach Nowego Jorku? Nic prostszego- nie zapomnij, że Magnus jest czarodziejem.
Jakieś dwadzieścia lat wcześniej, czarownik wyjechał na pomoc swojemu przyjacielowi, Ragnor’owi Fell’owi. Kilka godzin po jego wyjeździe, Nikoletta dostała ataku.
Ataki Niki nie wyglądają tak, jak sobie wyobrażasz. Nie rzuca się po pokoju i nie krzyczy jak opętana Lucyferem. Wręcz przeciwnie. Podczas Ataku, jej ciało zawiesza się pionowo w powietrzu na kilka dni. Duchem podróżuje w odwiedziny do Archaniołów. Odbiera tam zadania. Tak. Zadania. Nie dostała swoich darów bezinteresownie. Została to zesłana i uwięziona w śmiertelnym ciele, aby pomagać Nocnym Łowcom. Podczas swoich ataków nie jest w stanie sama jeść ani pić. Jej ciało umiera. Magnus w tym czasie trzy razy dziennie pomaga jej w podstawowych czynnościach życiowych. Po napadzie zwykle śpi dzień, czy dwa. Potem wraca do żywych i już jest dobrze.
Ostatni napad był właśnie dwadzieścia lat temu, kiedy Krąg zaczął stwarzać największe problemy. Potem Valentine upadł, a ataki ustały. Teraz jednak rósł w siłę i zarówno Magnus jak i Nikoletta, dobrze o tym wiedzieli.
- Mag, nie śpij- poczuł, że ktoś odgarnia mu włosy z czoła. Otworzył oczy. Niki uśmiechała się do niego delikatnie. On również się uśmiechnął i przeciągnął, z głową na jej kolanach. Ból ustał, ale nadal był zmęczony.
- Dalej, Idziemy spać- powiedziała, chwyciła go pod pachy i wstała- Schudnij trochę…
- Moja droga, moja waga całkowicie mi odpowiaaaaaada- odparł oburzony, ziewając.
- No ja wiem- spojrzała na niego zza niemal białych, blond włosów. Machnęła na niego ręką i ruszyła do sypialni, łopocząc fałdami zwiewnej, białej sukni do ziemi. Poszedł za nią.
- Dobranoc- powiedziała, przechodząc przez drwi do swojego pokoju- jak by coś się działo, to mnie obudź.
- Jasne- zapewnił ją z uśmiechem i wszedł pod ciepłą pościel. Był wykończony, jak zawsze po imprezie.
- Magnus?- usłyszał zza ściany.
- Co?- zapytał.
- A ten chłopak, Alec…- zaczęła niepewnie Niki- Ten ciemnowłosy, Nocny Łowca..
-Co z nim?- Magnus udał głupiego.
- Spodobał ci się- to nie było pytanie.
- A owszem, jest przystojny, widziałaś te oczy?
- Na nikogo tak dawno nie patrzyłeś, od czasów…- Nikoletta zawiesiła głos- Dobranoc.
- Dobranoc- Magnus zdziwił się. Nigdy nie odpuszczała. Ale najwyraźniej uznała, że nie chce o tym rozmawiać. I dobrze. Czarownik chciał tylko spać. Ale nie było mu to dane. Przed oczami znów stanął mu szatyn. Alec. Więc tak miał na imię.
Po kilkunastu minutach, podczas których nie udało mu się zasnąć, wstał z cichym pomrukiem i wszedł do salonu. Zrobił sobie drinka i oparł się czołem o szybę. Miał straszne problemy ze snem. Pomagały mu tylko zabiegi Niki. Ale ona spała. Nie chciał jej budzić.
Postanowił pójść pod prysznic. Dopił napój, który sobie robił i wszedł do łazienki.
Wszedł pod gorącą wodę, zaciskając początkowo pięści. Miał nadzieję, że wysoka temperatura pomoże mu zasnąć. Nie pomylił się. Kiedy wyszedł spod wody, oczy zaczęły się mu zamykać. Naciągnął bokserki i poszedł do sypialni. Zakopał się w ciepłej pościeli i kilka chwil później zasnął.
- Wiesz, co z moją mamą?- zapytała zaraz po wejściu do pokoju- I z moją pamięcią?
- Naturalnie- odpowiedział rozbawiony. Te nerwowość miała wrodzoną. Valentine był taki sam. Dokładnie. Wszystko, od razu musiał wiedzieć.
- Muszę odzyskać moją pamięć- powiedziała- Żeby znaleźć kielich i uratować mamę.
- Jocelyn Fray jest silną i bardzo inteligentną kobietą- powiedział, trzymając nastolatkę za ramiona. Zawsze to ją uspokajało, od kiedy była malutka. Mówienie prosto w jej oczy sprawiało, że zaczynała się skupiać. I to im było teraz potrzebne. Widziała w nim ostatnią nadzieję, a on nie mógł wiele zrobić.
- Twoja pamięć jest ukryta w Tobie. Jest uśpiona. Zablokowana- mówił.
- To już wiemy- skomentował Nocny Łowca, stojący w drzwiach.
- Chyba Cię prosiłem, żebyś poczekał na zewnątrz- Magnus machnął ręką, a drzwi pokoju zamknęły się z hukiem.
- Tutaj nie pomoże magia, Cisi Bracia ani nic innego- powiedział- Jocelyn przyprowadzała Cię tu, co jakiś czas, nie dlatego, ze miała takie kaprysy, ale dlatego, że moja bariera traciła moc. Przestawała działać.
Zrobił przerwę, podczas której Clary wszystko sobie ustawiała w głowie.
- Z tego, co wiem, zapora już przestaje działać- powiedział czarownik- Pozostaje ci czekać.
- Ale ja nie mam czasu- powiedziała i opadła na kanapę. Ukryła twarz w dłoniach. Mężczyzna bez wahania usiadł obok niej.
- Clarisso…- zaczął- Twoja matka wiedziała, co robi. Musisz jej zaufać.
- Ufam- powiedziała- Ale boje się o nią.
- Uwierz mi, ja również- odpowiedział. Rozejrzał się po pokoju. Obrazy, które posiadał, należały do niej. Pomagał im, jak mógł. Podając się pod innym nazwiskiem, kupował dzieła Jocelyn. Nie, ż3eby robił to z dobroci serca. Naprawdę mu się podobały. Mimo, że chciał, nie mógł oddać Clary jej wspomnień. Musiała czekać. - Idź już, dziewczyno.
Wrócił stary Magnus. Bez uczuć i współczucia.
Kiedy Nocni Łowcy wychodzili, Bane odprowadził szatyna wzrokiem. Naprawdę się mu spodobał. Ciekaw był, czy jeszcze go spotka.
Kilka godzin później, czarownik zmuszony był zakończyć imprezę- wampiry wdały się ze sobą w bójkę. Nie wiedział, dlaczego je zapraszał. Prawdopodobnie, dlatego, że przynosiły najdoskonalsze trunki wydobyte ze swoich kryjówek. Wina i rumy, które miały po średnio 500 lat.
Gdy w końcu wszyscy wyszli, sprzątnął mieszkanie zaklęciem, wysyłając wszystko do kontenera na najbliższej budowie. Potarł skronie i usiadł na zdobionym, skórzanym fotelu. Przymknął oczy i zaczął odpływać w krainę snu. Aż podskoczył, gdy poczuł ciepłą dłoń na swoim odsłoniętym ramieniu.
- Po co organizujesz te imprezy?- usłyszał znajomy głos.
- Ludzie tego potrzebują- odpowiedział, zamykając oczy- poza tym, przysparza mi to popularności.
- Jako Wielki Czarownik Brooclyn’u raczej nie masz z tym problemu- otwarł oczy i spojrzał w górę fotela. Niki stała nad nim z ciepłym, anielskim uśmiechem.
- Pęka mi głowa- zamknął ponownie oczy i przetarł twarz dłońmi.
- Zaraz coś zaradzimy- powiedziała i usiadła po turecku na puchatym dywanie. Wyciągnęła do niego ręce i powiedziała:
- Chodź do mnie.
Magnus stoczył się z fotela i położył się na dywanie, z głową na skrzyżowanych nogach dziewczyny. Zamknął oczy, a ona zaczęła rodzić wąskimi palcami po jego czaszce. Ból powoli ustępował.
- Czego chcieli ci Nocni Łowcy?- zapytała.
- Clarissa szuka swojej pamięci- odparł cicho.
- I co, znalazła?
- Nadal szuka- westchnął- ale moja bariera już przestaje działać.
- Oby jej się udało- powiedziała- Valentine rośnie w siłę, czuję to.
Magnus nie odpowiedział. Niki dużo przez tego Łowce wycierpiała. Nie była zwykłym Przyziemnym. Nie była też Podziemną. Do Nocnych Łowców także nie należała. Była kimś o wiele silniejszym od nich. Ba, była silniejsza od samego Magnusa.
- Nikoletto?- zaczął.
- Hm?
- Jak się czujesz?
Westchnęła. Doskonale wiedziała, o co pytał. Z jej niezwykłym darem wiązało się także przekleństwo. Każda róża ma kolce.
- Na razie dobrze- powiedziała- nic się nie dzieje.
- Cieszę się- odparł szczerze- ale powiedz mi, jak coś poczujesz.
- Naturalnie- odparła- nie chce tego znów przechodzić sama, jak wtedy…
- Tak…- Magnus skrzywił na wspomnienie strasznego dnia-… ledwo uszłaś z życiem.
Czarownik zamyślił się.
Nikoletta posiadała wyjątkowy dar- potrafiła leczyć myślą, tworzyć niesamowite przedmioty i nowe runy, a jej krew z każdego zwykłego człowieka mogła zrobić Nocnego Łowce- bez ryzyka śmierci. Anielskie cechy. Posiadała jeszcze jedną, a mianowicie, skrzydła. Z jej pleców wyrastały śnieżnobiałe skrzydła, pokryte wielkimi, lśniącymi piórami.
Magnus opiekował się nią od jakichś 217 lat. Była jego wierną towarzyszką, a właściwie on jej towarzyszem. Była starsza. Dużo starsza. O jakieś… trzy i pół tysiąca lat. Jednak Anielskie pochodzenie dało jej jeszcze jeden prezent- zawsze wygląda, na maksymalnie dwudziestolatkę.
Podają się za rodzeństwo, mimo że diametralnie się różnią.
On, szatyn o azjatyckiej urodzie, czarodziej, ona- blondynka o dużych, szarych oczach i do tego przynosząca na myśl elfa. Ale wierzono im. Często razem wychodzili.
Pewnie się teraz zastanawiasz, jakim cudem dziewczyna z szerokimi na dwa metry skrzydłami przechadza się po ulicach Nowego Jorku? Nic prostszego- nie zapomnij, że Magnus jest czarodziejem.
Jakieś dwadzieścia lat wcześniej, czarownik wyjechał na pomoc swojemu przyjacielowi, Ragnor’owi Fell’owi. Kilka godzin po jego wyjeździe, Nikoletta dostała ataku.
Ataki Niki nie wyglądają tak, jak sobie wyobrażasz. Nie rzuca się po pokoju i nie krzyczy jak opętana Lucyferem. Wręcz przeciwnie. Podczas Ataku, jej ciało zawiesza się pionowo w powietrzu na kilka dni. Duchem podróżuje w odwiedziny do Archaniołów. Odbiera tam zadania. Tak. Zadania. Nie dostała swoich darów bezinteresownie. Została to zesłana i uwięziona w śmiertelnym ciele, aby pomagać Nocnym Łowcom. Podczas swoich ataków nie jest w stanie sama jeść ani pić. Jej ciało umiera. Magnus w tym czasie trzy razy dziennie pomaga jej w podstawowych czynnościach życiowych. Po napadzie zwykle śpi dzień, czy dwa. Potem wraca do żywych i już jest dobrze.
Ostatni napad był właśnie dwadzieścia lat temu, kiedy Krąg zaczął stwarzać największe problemy. Potem Valentine upadł, a ataki ustały. Teraz jednak rósł w siłę i zarówno Magnus jak i Nikoletta, dobrze o tym wiedzieli.
- Mag, nie śpij- poczuł, że ktoś odgarnia mu włosy z czoła. Otworzył oczy. Niki uśmiechała się do niego delikatnie. On również się uśmiechnął i przeciągnął, z głową na jej kolanach. Ból ustał, ale nadal był zmęczony.
- Dalej, Idziemy spać- powiedziała, chwyciła go pod pachy i wstała- Schudnij trochę…
- Moja droga, moja waga całkowicie mi odpowiaaaaaada- odparł oburzony, ziewając.
- No ja wiem- spojrzała na niego zza niemal białych, blond włosów. Machnęła na niego ręką i ruszyła do sypialni, łopocząc fałdami zwiewnej, białej sukni do ziemi. Poszedł za nią.
- Dobranoc- powiedziała, przechodząc przez drwi do swojego pokoju- jak by coś się działo, to mnie obudź.
- Jasne- zapewnił ją z uśmiechem i wszedł pod ciepłą pościel. Był wykończony, jak zawsze po imprezie.
- Magnus?- usłyszał zza ściany.
- Co?- zapytał.
- A ten chłopak, Alec…- zaczęła niepewnie Niki- Ten ciemnowłosy, Nocny Łowca..
-Co z nim?- Magnus udał głupiego.
- Spodobał ci się- to nie było pytanie.
- A owszem, jest przystojny, widziałaś te oczy?
- Na nikogo tak dawno nie patrzyłeś, od czasów…- Nikoletta zawiesiła głos- Dobranoc.
- Dobranoc- Magnus zdziwił się. Nigdy nie odpuszczała. Ale najwyraźniej uznała, że nie chce o tym rozmawiać. I dobrze. Czarownik chciał tylko spać. Ale nie było mu to dane. Przed oczami znów stanął mu szatyn. Alec. Więc tak miał na imię.
Po kilkunastu minutach, podczas których nie udało mu się zasnąć, wstał z cichym pomrukiem i wszedł do salonu. Zrobił sobie drinka i oparł się czołem o szybę. Miał straszne problemy ze snem. Pomagały mu tylko zabiegi Niki. Ale ona spała. Nie chciał jej budzić.
Postanowił pójść pod prysznic. Dopił napój, który sobie robił i wszedł do łazienki.
Wszedł pod gorącą wodę, zaciskając początkowo pięści. Miał nadzieję, że wysoka temperatura pomoże mu zasnąć. Nie pomylił się. Kiedy wyszedł spod wody, oczy zaczęły się mu zamykać. Naciągnął bokserki i poszedł do sypialni. Zakopał się w ciepłej pościeli i kilka chwil później zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz